publicstandard.pl - IT w administracji - link do strony głównej
wyszukiwanie:
Podziel się opinią o serwisie

popularne

Najczęściej czytane

więcej...

WYWIADY

EN FACE: Wojciech Materna...

... prezes Stowarzyszenia Informatyka Podkarpacka i szef rzeszowskiej firmy IT Top

Dyskryminacja i złe praktyki w przetargach publicznych

Rozmawiamy z dr. inż. Andrzejem Zalewskim z Politechniki Warszawskiej, biegłym sądowym, który brał udział w opracowywaniu rekomendacji dotyczących udzielania zamówień publicznych na dostawę zestawów komputerowych i systemów IT.

powiększ tekst >
ARCHIWUM

Pochwała kontynuacji

28 kwietnia 2009

Ireneusz Kłobus
Czy naprawdę wielkie projekty teleinformatyczne nie miały większego wpływu na proces modernizacji III RP?


Computerworld — W zasadzie wszystko jest do bani. Żaden centralny system informatyczny nie działa jak należy. Są wprawdzie wyjątki, czyli system Schengen, IACS i PESEL, ale - jak wiadomo - te potwierdzają tylko regułę. Informatyzacja III RP leży. Taki obraz wyłania się z artykułu napisanego przez Andrzeja Gontarza i Sławomira Kosielińskiego, zamieszczonego w 13 numerze Computerworld. I chociaż Autorzy nie formułują tego wprost, to wnioski nasuwają się same. W zasadzie należałoby posprzątać cały ten bałagan i zacząć wszystko od początku.

Zobacz więcej:

Infrastruktura antykryzysowa

Na zdrowych zasadach

Szerokopasmowa dostępność
Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Czy naprawdę wielkie projekty teleinformatyczne nie miały większego wpływu na proces modernizacji III RP? Zgadzam się z tym, że każdy z nich mógł być zrobiony mądrzej, szybciej i taniej. Widoczny jest brak wieloletniej strategii informatyzacji państwa, systemy mają wąski (resortowy) charakter, a przechowywane w nich informacje są często marnej jakości. Idealnie nie jest, to pewne. Ale czy idealnie być może? To, że w istnienie świata idealnego wierzy nasza administracja, ogłaszając przetargi na realizację złożonych projektów, które pełnię funkcjonalności osiągać mają w kilka miesięcy, nie oznacza jeszcze, że istnieje on naprawdę.

Jak długo miarą sukcesu wdrożenia będzie dotrzymanie nierealistycznych założeń, tak długo odnotowywać będziemy same klęski, nie dostrzegając, że coś jednak działa, i to czasami całkiem nieźle. Doświadcza tego każdy obywatel jako podatnik w systemie POLTAX czy kierowca w systemie CEPiK. Systemy działają, bo - na szczęście - ich wdrożenia nie załamują się po medialnym odtrąbieniu klęski. Ważne dla ich dalszych losów jest jednak to, czy w pierwszym podejściu udało się je w ogóle uruchomić. Bez znaczenia jest zakres osiągniętej funkcjonalności, wydajność, łatwość obsługi czy też ilość błędów koncepcyjnych i programowych. Jeżeli system ruszył, to pomimo wszystkich niedoskonałości i niedoróbek darowane jest mu drugie życie. Ma szansę na to, że jego wdrożenie zacznie się od początku - tym razem już bez presji terminów nierealnego harmonogramu, za to z presją, którą na twórców systemu wywiera armia niezadowolonych użytkowników. To wyjątkowo konstruktywna siła, bezlitośnie weryfikująca teoretyczne założenia. Właściwie skanalizowana potrafi z największego gniota zrobić perłę. Potrzeba tylko czasu, cierpliwości i dodatkowych pieniędzy. Jeżeli tych nie braknie i nie braknie cierpliwości politycznym sponsorom, system "czyści" się niejako samoistnie.

Zawsze takie wdrożenie kosztuje więcej niż pierwotnie zakładano, trwa o wiele dłużej, a często nie kończy się nigdy. I nie ma w tym bynajmniej nic bulwersującego, gdyż dużych i skomplikowanych systemów nie wymienia się często. Z reguły żyją długo, co oznacza, że mechanizmy ich dopasowania do zmieniającego się otoczenia (często postrzegane jako niekończące się wdrożenie) muszą być elementem normalnej eksploatacji.

Wystaw ocenę:
   Średnia ocena (liczba głosów: 0)
wydrukuj wydrukuj wyslij do znajomegowyślij do znajomego

Komentarze

Paweł Krawczyk

  • ocena: brak oceny
  • IP: 89.79.174.194
  • 12-05-2009, 21:45

Nie zgadzam się z wnioskiem, że bilans 20-lecia jest ogólnie pozytywny.

Przez 10 lat administracji publicznej nie udało się stworzyć namiastki dwustronnej komunikacji urzędu z obywatelem by była powszechnie dostępna i normalnie działała (dlatego skreślam większość ESP i e-PUAP). Nie udało się uruchomić elektronicznej publikacji aktów prawnych i normatywnych.

Szczytem marzeń jest obecnie wysłanie elektronicznego wniosku do ZUS, który następnie przysyła pocztą papierowy kwitek, który można w tej formie odnieść do kolejnego urzędu itd.

Od 1994 do 2008 roku trwało coroczne "uruchamianie" Rejestru Usług Medycznych, które polegało głownie na wydawaniu pieniędzy na różnej maści konsultantów i doradców. Ale gdzie - po 15 latach - jest sam system?

Proszę zapoznać się z niedawno opublikowanym raportem NIK na temat wdrożenia e-PUAP i STAP, będącym głównie zapisem niekompetencji i bezsensu.

Jeśli porównać efekty do ogółu wydanych środków to mamy do czynienia nie tyle z porażką informatyzacji, co z - delikatnie rzecz ujmując - drastycznym marnotrawstwem środków publicznych.