publicstandard.pl - IT w administracji - link do strony głównej
wyszukiwanie:
Podziel się opinią o serwisie

popularne

Najczęściej czytane

więcej...

WYWIADY

EN FACE: Wojciech Materna...

... prezes Stowarzyszenia Informatyka Podkarpacka i szef rzeszowskiej firmy IT Top

Dyskryminacja i złe praktyki w przetargach publicznych

Rozmawiamy z dr. inż. Andrzejem Zalewskim z Politechniki Warszawskiej, biegłym sądowym, który brał udział w opracowywaniu rekomendacji dotyczących udzielania zamówień publicznych na dostawę zestawów komputerowych i systemów IT.

powiększ tekst >
ARCHIWUM

Polityczna rewolucja Internetu

14 kwietnia 2009

Piotr Piętak
(Strona 2 z 2)

ComputerworldBudowanie na sprzecznościach

Jak już napisałem, władza w UE jest negocjatorem, której legitymizacją jest umiejętność tworzenia takiego prawa, jakie umożliwia organizmowi ponadpaństwowemu permanentne renegocjowanie sprzecznych interesów między państwami. Ta koncepcja lekkiej, czy też rozproszonej władzy, do złudzenia przypomina zasady Ruchu Wolnego Oprogramowania, w którym w trakcie budowy systemu Linux zaproponowano, aby każdy informatyk miał prawo wprowadzać nowe rozwiązania do systemu pod warunkiem, że nie podnosi to kosztów innych użytkowników i nie zamyka drogi dalszego rozwoju. Członkowie tego ruchu odgrywają coraz większą rolę w ustanawianiu procedur obowiązujących (lub aktualnie dyskutowanych) w UE.

W czasie dyskusji nad Traktatem Konstytucyjnym nasi politycy nie wzięli w ogóle pod uwagę projektu fińskiego eurodeputowanego Aleksandra Stubba. Postulował on - i co ważniejsze, postuluje nadal - wprowadzenie jednocześnie dwóch odmiennych sposobów liczenia głosów krajów członkowskich Unii, z zastosowaniem tzw. metody podwójnej większości i pierwiastka. Jeżeli wyniki głosowania byłyby różne, to oznaczałoby, że istnieje konflikt między średnimi i dużymi krajami Unii i potrzebne są renegocjacje. W ten sposób wydobywa się konflikt aktualnie występujący wewnątrz krajów unijnych. Tę metodę Jadwiga Staniszkis nazywa międzyproceduralnym liberalizmem, bo można ją przyrównać do funkcjonowania rynku, na którym zamiast towarów, rywalizują ze sobą sprzeczne procedury.

Skąd u Aleksandra Stubba wzięła się umiejętność myślenia, która doprowadziła go do sformułowania metody rozwiązującej sprzeczności, zdawałoby się, nie do rozwiązania (jeśliby słuchać polskich polityków)? Innymi słowy, dlaczego dla informatyków zaangażowanych w RWO, "sprzeczność interesów" jest czymś naturalnym? Przypomnijmy, że na poziomie najbardziej ogólnym, z punktu widzenia funkcjonalnego, oprogramowanie komputerowe jest procedurą umożliwiającą wykorzystanie komputera w celu osiągnięcia określonych wyników. Z tego tytułu ochrona oprogramowania komputerowego może podlegać opatentowaniu. Z drugiej strony oprogramowanie jest dziełem umysłu wyrażonym w określonej formie złożonej ze słów, czyli powinno być chronione przez prawo autorskie.

To właśnie ta dwoistość natury oprogramowania komputerowego doprowadziła do sytuacji, że może ono być jednocześnie chronione przez dwa różne prawa broniące własności intelektualnej. Łatwo można zauważyć, że patent i prawo autorskie są w stosunku do oprogramowania komplementarne. Patent chroni funkcje oprogramowania, prawo autorskie - formę, w jakiej te funkcje napisano. Dokładnie tak, jak komplementarne jest wprowadzenie jednocześnie dwóch odmiennych sposobów liczenia głosów krajów członkowskich Unii - z zastosowaniem tzw. metody podwójnej większości i pierwiastka
Wystaw ocenę:
   Średnia ocena (liczba głosów: 1)
wydrukuj wydrukuj wyslij do znajomegowyślij do znajomego

Komentarze

michał

  • ocena: 2
  • IP: 193.32.3.83
  • 21-04-2009, 14:09

Ciekawy temat, ale merytorycznie dramat. To co się dzieje w UE jest kompletnym zaprzeczeniem modelu tworzenia wolnego oprogramowania!
1. Sprzeczne interesy w przypadku oprogramowania można zwykle pogodzić robiąc dwie wersje lub jakieś opcje konfiguracyjne. Prawo bardzo rzadko jest opcjonalne.
2. Siłą napędową OSS jest wybór. Możemy wybrać dajmy na to dystrybucję, która nam najbardziej odpowiada, ale zmienić w niej powiedzmy domyślny program pocztowy, a w tym programie zmienić jeszcze domyślne ustawienia. I w każdej chwili możemy zmienić decyzję (zmienić ustawienie, program, dystrybucję). Projekt OSS może praktycznie paść z dnia na dzień. Zmienić prawo w UE jest ciężko, nawet jeśli jest duże poparcie dla danej zmiany.
3. W OSS każdy indywidualnie może coś zrobić/zmienić/zasugerować. Dodanie ponadpaństwowego szczebla władzy minimalizuje wpływ obywateli na to co się dzieje, a nie go zwiększa. Założenie, że interesariuszami UE całe państwa implikuje, że w krajach tych obowiązuje jednomyślność (albo przynajmniej 100% akceptacja działań działającego rządu, co rzadko zdarza się nawet tym, którzy w wyborach głosowali na zwycięzców).
4. W OSS jest zazwyczaj bardzo skrupulatne śledzenie zmian i rozliczanie osób. Wiemy kto co zrobił i możemy np. lidera projektu zmienić (względnie zrobić fork). Kto wykreślił z ustawy "lub czasopisma" do dziś tak naprawdę nie wiemy (a ustalenia trwały chyba 6 lat). Dyrektyw UE już nawet dziennikarze zwykle nie przypisują konkretnym partiom ani tym bardziej osobom. Mówią tylko "UE wprowadziła...".

Uff, to tak tylko kilka podstawowych różnic.

~Gość

  • ocena: brak oceny
  • IP: 83.24.130.150
  • 21-04-2009, 22:40

Pan z tematu przepraszam nic nie zrozumiał, jak każdy
lub prawie każdy informatyk