publicstandard.pl - IT w administracji - link do strony głównej
wyszukiwanie:
Podziel się opinią o serwisie

popularne

Najczęściej czytane

więcej...

WYWIADY

EN FACE: Wojciech Materna...

... prezes Stowarzyszenia Informatyka Podkarpacka i szef rzeszowskiej firmy IT Top

Dyskryminacja i złe praktyki w przetargach publicznych

Rozmawiamy z dr. inż. Andrzejem Zalewskim z Politechniki Warszawskiej, biegłym sądowym, który brał udział w opracowywaniu rekomendacji dotyczących udzielania zamówień publicznych na dostawę zestawów komputerowych i systemów IT.

powiększ tekst >
ARCHIWUM

Polityczna rewolucja Internetu

14 kwietnia 2009

Piotr Piętak
Rozwój sieci i wolnego oprogramowania przyczyniły się do zanegowania tradycyjnego pojęcia władzy opartej na ściśle zdefiniowanej hierarchii.


Computerworld — Analizując współczesne funkcjonowanie państw lub organizmów ponadpaństwowych, takich jak Unia Europejska, politolodzy podkreślają często, jak bardzo technologie informatyczne zmieniły myślenie o władzy. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o niespotykane w erze przedinternetowej czaty polityków z obywatelami, umożliwiające bezpośredni kontakt między obiema stronami. Chodzi przede wszystkim o zmianę w filozofii polityki, która z jednej strony, pod wpływem rozwoju sieci oraz ideologii ruchu wolnego oprogramowania zanegowała tradycyjne pojęcie władzy opartej na ściśle zdefiniowanej hierarchii funkcjonującej przy pomocy biurokratycznych procedur, z drugiej zaś, upowszechnia idee władzy rozproszonej, wyróżniającej się - tak jak właśnie Internet - brakiem wyraźnego centrum zarządzania.

Ta nowa filozofia polityki nakłada się w Unii Europejskiej na nieznany dotąd w historii ustrój polityczny. UE nie opiera się bowiem na klasycznym podziale na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Podstawa władzy w Unii Europejskiej, czyli "wspólnotowy trójkąt instytucjonalny" - Rada, Komisja, Parlament, oparta jest raczej na połączeniu funkcji niż na podziale władzy. To Komisja Europejska, czyli unijny rząd - a nie Parlament - posiada wyłączny monopol na inicjatywę ustawodawczą. Sytuacja ta pociąga za sobą nieistnienie w systemie wspólnotowym jakiegokolwiek rozróżnienia pomiędzy prawem, czyli wyrazem funkcji ustawodawczej, i przepisem - aktem właściwym działalności władzy wykonawczej. Unia Europejska charakteryzuje się także brakiem wyraźnego centrum zarządzania, co upodabnia ją, przynajmniej w pewnym zakresie, do Internetu. Mnogość interesów, jakimi nasycone są Rada i Komisja, wskazuje na nieobecność w systemie polityczno-administracyjnym wyraźnej zależności hierarchicznej i dlatego system unijny jest przez wielu specjalistów nazywany systemem "sieciowym".

Te dwie cechy uświadamiają nam, jak ogromne znaczenie w zrozumieniu Unii ma wykształcenie informatyczne, znajomość współczesnego "płaskiego" zarządzania, uwarunkowanego przecież głównie przez rozwój IT. Unii towarzyszy stały wysiłek, aby usprawnić wewnętrzne funkcjonowanie w celu podtrzymywania sterowności zróżnicowanej, unijnej struktury. Urzędnicy w Brukseli działają wg zasady "zaawansowanego programowania", która nie prowadzi do prostych liniowych, lecz jest ukazaniem różnych, alternatywnych możliwości ukrytych w unijnych instytucjach.

"Programowanie warunkowe" nie prowadzi już do produkowania jednoznacznych poleceń, które należy wdrożyć w państwach członkowskich, ale ukazuje alternatywne rozwiązania dla różnych państw, których interesy są sprzeczne. Konsekwencją nowego systemu (conditional programming) jest to, że wymaga on znacznej wiedzy o zasadach jego funkcjonowania, co powoduje, że w unijnych społeczeństwach może pojawić się nowa hierarchia, dzieląca ludzi, ale także państwa na tych, którzy umieją w imię własnych interesów wykorzystać unijną przestrzeń i na apatyczną, zagubioną resztę. Wiedza informatyczna, według wielu politologów, staje się dzisiaj wiedzą polityczną. Brzmi to - w szczególności dla polskiego polityka - jak bluźnierstwo, ale jest hipotezą wartą rozpatrzenia, tym bardziej w kontekście prezydencji polskiej, którą mamy objąć w 2011 r.

Wystaw ocenę:
   Średnia ocena (liczba głosów: 1)
wydrukuj wydrukuj wyslij do znajomegowyślij do znajomego

Komentarze

michał

  • ocena: 2
  • IP: 193.32.3.83
  • 21-04-2009, 14:09

Ciekawy temat, ale merytorycznie dramat. To co się dzieje w UE jest kompletnym zaprzeczeniem modelu tworzenia wolnego oprogramowania!
1. Sprzeczne interesy w przypadku oprogramowania można zwykle pogodzić robiąc dwie wersje lub jakieś opcje konfiguracyjne. Prawo bardzo rzadko jest opcjonalne.
2. Siłą napędową OSS jest wybór. Możemy wybrać dajmy na to dystrybucję, która nam najbardziej odpowiada, ale zmienić w niej powiedzmy domyślny program pocztowy, a w tym programie zmienić jeszcze domyślne ustawienia. I w każdej chwili możemy zmienić decyzję (zmienić ustawienie, program, dystrybucję). Projekt OSS może praktycznie paść z dnia na dzień. Zmienić prawo w UE jest ciężko, nawet jeśli jest duże poparcie dla danej zmiany.
3. W OSS każdy indywidualnie może coś zrobić/zmienić/zasugerować. Dodanie ponadpaństwowego szczebla władzy minimalizuje wpływ obywateli na to co się dzieje, a nie go zwiększa. Założenie, że interesariuszami UE całe państwa implikuje, że w krajach tych obowiązuje jednomyślność (albo przynajmniej 100% akceptacja działań działającego rządu, co rzadko zdarza się nawet tym, którzy w wyborach głosowali na zwycięzców).
4. W OSS jest zazwyczaj bardzo skrupulatne śledzenie zmian i rozliczanie osób. Wiemy kto co zrobił i możemy np. lidera projektu zmienić (względnie zrobić fork). Kto wykreślił z ustawy "lub czasopisma" do dziś tak naprawdę nie wiemy (a ustalenia trwały chyba 6 lat). Dyrektyw UE już nawet dziennikarze zwykle nie przypisują konkretnym partiom ani tym bardziej osobom. Mówią tylko "UE wprowadziła...".

Uff, to tak tylko kilka podstawowych różnic.

~Gość

  • ocena: brak oceny
  • IP: 83.24.130.150
  • 21-04-2009, 22:40

Pan z tematu przepraszam nic nie zrozumiał, jak każdy
lub prawie każdy informatyk